Dzisiaj trochę poszarpała mnie za włosy. Ma siłę mimo wszystko i wbrew wszystkiemu. Żyje. W sobotę po raz kolejny pogotowie nie chciało Jej zabrać mimo iż saturacje miała bardzo zmienną i tylko 69 do 85…. Jednak udało się przekonać Panów i po próbie tlenu jaki zrobili i kilku innych badaniach wzięli Ją na sor. Byli potem nawet bardzo mili i pomocni. Gdy leżała na badaniach na sor kilka razy jeszcze spotkaliśmy tych Panów i naprawdę szczerze byli przejęci.
Było trochę przed północą i ja, mój Tata 81 lat i moja Córka. Tak naprawdę to Ona uratowała Jej Życie. Ona się uparła i przekonała Panów medyków. A więc było trochę przed północą. Wyszedł lekarz i powiedział : pacjentka umiera, stan jest krytyczny, niewiele możemy zrobić…. Przeklęłam, jak to, to nie jest prawda, ratujcie Ją. Zastanowił się i zapytał czy pacjentka życzyłaby sobie, aby Ją ratować? Czy chciałaby Żyć karmiona peg i być jak warzywo. Powiedziałam , że tak, że Ona chce Żyć i ma po co Żyć. Lekarz pokiwał głową i gdzieś poszedł. Zelcił jeszcze dodatkowe badania. Po długim czasie dowiedzieliśmy się, że dał Jej szansę, że przewożona jest na intensywną terapię, ale, że ta noc z soboty na niedzielę jest kluczowa i że jak przeżyje to ma szansę.
Nie miałam pewności co Ona wybierze, co zdecyduje Góra, ale prosiłam aby było to co ma być. Jak na razie daje radę. Wczoraj miała rurę w buzi do oddychania. Dzisiaj wyjeli. Parametry poprawiły się. Byłam u Niej. Miała nałożoną maskę na twarz i była wściekła. Dużo mówiła, ale nie rozumiałam bo ta maska. Była zła, że jest w szpitalu. Tłumaczyłam. Głaskała moje włosy a potem poszarpała mocno. Ma siłę💚
Moja Mama jest zdrowa. Tak mówią. Ma tylko, albo aż anoreksje. Paskudna choroba. Pilnujcie swoich bliskich czy jedzą i piją dostatecznie dużo. Czy nie oszukują. Są doskonałymi graczami, udawaczami i są bardzo uparci.
Zobaczymy co będzie dalej. Małymi krokami. Dostała szansę.
Dziękuję Wam za wyrozumiałość, za Światło, które przesyłacie. Kocham Was💚
Będę się logowała najwięcej jak potrafię
15.05 dzisiaj było pogorszenie.Znowu ma rurę w buzi. Nie wiedzieli od czego ma problem z oddychaniem, okazało się ze ma bezobjawowe zapalenie płuc , wynik crp nie pokazywał żadnego stanu zapalnego. Takie zapalenie płuc często są u dzieci .Jak byłam spała.
Mylą mi się dni i daty…. Nie zapisywałam wszystkiego, ale była trzy dni w śpiączce farmakologicznej. Wyglądała strasznie, aż mi było trochę słabo. Na tyle ile mogłam głaskając Ją przesyłałam uzdrawiającą energie. Cały czas oddychał za Nią respirator. Ma też zrobioną tracheotomię…. Wczoraj podłączyli Peg aby Ją odżywić, ale! :
Bardzo się cieszę bo wczoraj wybudzili ze śpiączki. Spytałam czy chce Żyć, to pokazała kciuk do góry, że tak i się uśmiechnęła ze łzami w oczach. Była taka moja , taka jak kiedyś.
22.05 Ma odłączony respirator oddechowy bo podjęli próbę, aby sama oddychała i jak na razie super daje sobie radę. Oczywiście jeszcze ma ten korek na krtani w razie co jakby trzeba ponownie podłączyć rurę. Ucieszyła się na mój widok. Bardzo dużo mówi, bardzo… opowiada, pyta bardzo dużo…. ale ja nie rozumiem, bo mówi całkowicie bez głosu…. nie wydaje żadnego dźwięku poruszając ustami…. Trochę to kłopotliwe, ale jakoś sobie poradzimy. Nie wiem czy kiedykolwiek odzyska głos, jakby postanowiła TU razem z Górą, jeszcze pozostać… Uśmiała się, gdy zapytałam czy jutro kupić zdrapkę. Ona zawsze lubiła grać i wygrywała. Przyniosę też ipada … może coś napisze … Jest jak jest, ale jest dobrze. Cieszę się, że jeszcze Ją mam….
31.10 Nie pisałam potem dalej.. nie miałam na to siły. Piszę dopiero dzisiaj. Jej już nie ma tu na Ziemi. 15 sierpnia 2024 roku przeszła na drugą stronę.
Co się wydarzyło od 22.05 a więc tak: była trochę na oddziale wewnętrznym, potem znowu na ojom. Na ojom był bardzo dobry Czas i nawet wesoły. Była bardzo dobrze zaopiekowana, wesoła.Interesowała się tym co u Nas słychać. Gdy leżała na wewnętrznym z dużą pomocą, ale siadała podtrzymywana, napisała na kartce, aby zebrać maliny. Robiła samodzielnie przeplatanki, nawet nauczyła się mówić z tą rurą w krtani. Jednak powiedziała tylko raz w taki sposób, a tak to była bez dźwięku. Niestety nie chcieli Jej dłużej trzymać w szpitalu, mówili też Nam, że nie damy rady w domu się Nią opiekować. Podpowiadali, aby umieścić w Zol. I tak postanowiliśmy. Mi się to bardzo nie podobało. Nie był to nawet ośrodek w Naszym mieście. Trzeba było dojeżdzać. Okropne miejsce. Smród już przy samym wejściu na parterze. Smród moczu i śmierci. Mówiłam rodzinie i prosiłam, aby bardziej się postarać o przeniesienie Jej do Naszego miasta. Czekała w kolejce…
Tam w tym okropnym miejscu z dnia na dzień opadała z sił. Była napchana lekami otumaniającymi. Nie wiem, może to i lepiej bo nie czuła bólu, nie była do końca zorientowana co się dzieje. Myślała, że jest w szpitalu. Miałam wrażenie, że tylko ja narzekam i widzę co się tak naprawdę dzieje. Za każdym razem rozmawiałam z Nią. Były chwile gdy nie za bardzo kontaktowała bo spała, ale też niekiedy była wesoła ale trochę smutna zarazem. Mówiłam o miłości, wspominałam o tym jaka jest wspaniała i kochana. Uśmiechała się do mnie, gładziła po głowie, wzruszała się na widok filmików i zdjęć swoich prawnuków. Na Naszym ostatnim spotkaniu widziałam, że bardzo cierpi. Powiedziałam, Mamuś jeśli chcesz to odejdź, jeśli chcesz to zostań. Zrobiłaś już wszystko co miałaś zrobić i możesz już odejść. Jesteś wspaniałą Mamą. I pamiętaj, że zawsze byłaś i zawsze będziesz. Kochamy Cię 💚 Pa Mamuś Kocham Cię. Uśmiechnęła się i odwróciła wzrok. To było Nasze ostatnie spotkanie….. Odeszła 15.08….
Wpisali, że powodem był problem z oddychaniem. Poprzez wycieńczenie organizmu przez anoreksję, lekką demencję, uwypukliła się choroba płuc zwana Pochp. Ta choroba tak czy siak by się ujawniła, ale jak to lekarz powiedział , że być może za 5 lub 10 lat…a tak anoreksja zaatakowała najsłabszy narząd……
Umierała dwa razy i za trzecim odeszła…Przygotowywała Nas na to powoli. Dostaliśmy My i Ona trzy miesiące od maja do sierpnia, aby powiedzieć sobie wszystko. Ona była bez dźwięku. Ostatni raz Jej glos i rozmowa taka normalna była w kwietniu…. Do tej pory nie umiem ogarnąć tego wszystkiego…Nie myśle, ale myślami jestem ciągle. Czuję Jej obecność.
Kiedyś Wam opowiem o Znakach, które są ewidentnym dowodem na to, że Oni są i zawsze będą, że tak naprawdę nie odeszli wcale, że to dopiero początek wszystkiego.
A my tymczasem tu na ziemi, nadal gramy w grę, nadal trwamy. Cieszmy się tym i spieszmy. „Słodkiego miłego Życia, jest tyle gór do zdobycia” ……Dzieli Nas tylko Czas bez Czasu…
Kocham Ciebie Mamo 💚💚

Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.