DSC_0751

Ona mogła, to Ty też możesz

 Jedno spotkanie. Jedno zdanie. Wszystko to wystarczy, aby na chwilę zatrzymać się. Słowa mają ogromną Moc i należy używać ich bardzo ostrożnie. Mów tylko to co chcesz, aby się zrealizowało. Mów tylko to, co chcesz aby wrazić swoje prawdziwe zdanie, aczkolwiek czasami należy milczeć. Nie wszystko można wypowiedzieć, bo nie zawsze jest na to właściwy Czas.

 

Był jesienny wieczór. Na dworze było szaro i mokro. Ludzie pozamykani w  swoich Domach, przygotowywali się do nadchodzącej soboty. Szykowali swoje Dzieci do snu, jedli spóźnione kolacje, oglądali telewizję, a inni już po prostu spali. Było to w latach 90. ubiegłego Wieku.

Ja w tym czasie robiłam jeszcze drobne porządki w kuchni. Usłyszałam ciche pukanie do drzwi wejściowych. Z początku myślałam, że mi się wydaje, że to pies szura miską, bo skończyła mu się woda. Jednak nie, pukanie powtórzyło się. Otworzyłam. Na klatce schodowej było ciemno. Nie widziałam nikogo i gdy już chciałam zamknąć drzwi usłyszałam ciche westchnienie. Spojrzałam w dół. No tak, nie mogłam Jej zauważyć wcześniej, bo była taka mała.

Miała może z siedem lat. Spojrzałam na Nią, ale nie odezwała się. Światło z korytarza przedzierające się przez otwarte drzwi mieszkania, padało delikatnie na kawałek Jej twarzy. Dostrzegłam wielkie, brązowe oczy wpatrzone we mnie niepewnie, a zarazem z wielką ufnością. Zapytałam: „co tu robisz”. Odpowiedziała nieśmiało spuszczając wzrok, że przyszła zapytać, czy mogę dać Jej coś do jedzenia. Zamknęłam drzwi.

Ona została na klatce schodowej. Myślałam i słuchałam, czy idzie do innych drzwi. Nie myliłam się. Poszła do góry do sąsiadów i do kolejnych, ale nikt Jej nie otworzył. Zastanowiłam się chwilę i gdy schodziła, otworzyłam ponownie drzwi i zaprosiłam Ją do środka. Usiadłyśmy w kuchni. Bała się i to bardzo, a z drugiej strony czułam, że pokłada we mnie ostatnią nadzieję, iż otrzyma coś do jedzenia.

Nie odzywałam się. Ona obserwowała Mnie i badała kuchnię. Zrobiłam herbatę i usiadłam po drugiej stronie stołu. Była drobna i chuda. Miała długie brązowe włosy potargane od wiatru i deszczu, wielkie brązowe oczy i lekko zadarty nos. Pocerowane rękawy na łokciach i kurtka z co drugim guzikiem. Strach i troskę miała wypisaną na twarzy. Była bardzo poważna ale widać było, że podoba Jej się u  mnie. Przyglądałyśmy się sobie przez chwilę.

Zapytałam czemu tak późno chodzi sama i gdzie są Jej Rodzice. Poruszyła się niespokojnie na krześle. Spuściła wzrok i odparła, że nie ma Mamy, że Jej Mama odeszła Rok temu i zostali sami z Tatą. Jest najstarsza z  czwórki Rodzeństwa. Tata dużo pracuje, ale i to nie starcza na jedzenie ani na nic. Zaczęła opowiadać drżącym głosem, że mieszka kawałek dalej i wskazała budynek. Mieszka na drugim piętrze, ale nie wie jak długo, bo Tata powiedział, że być może będą musieli się wyprowadzić do mniejszego mieszkania, bo te jest za drogie. Mówiła o Rok młodszej Siostrze i tej drugiej i najmniejszym Bracie. Mama odeszła tam, gdzie odchodzą pieski i tam Mamie dobrze.

Rozmawiają czasem wieczorami gdy nikt nie słyszy. Modli się za Nią i prosi, aby chociaż na chwilę jeszcze kiedyś nie Ona sama, ale Jej Rodzeństwo mogło Mamę zobaczyć, bo są tacy mali. Ona zrozumiała, że tak musi być, że Mama już nie cierpi. Modliła się i wierzyła, że Mama jest z Nimi i ich wspiera. Nie płakała. Była bardzo poważna gdy to mówiła. Zapytała czy ja uważam, że Mama patrzy na Nich i opiekuje się Nimi. Odpowiedziałam, że na pewno tak.

Nagle zmieniła temat. Nie chciała dłużej o tym myśleć. Popiła herbaty i zwróciła uwagę na karty leżące w drewnianym pudełku. Spytała czy gram w karty i czemu są takie grube. Uśmiechnęłam się i wytłumaczyłam, że nie są to karty do gry. Zaciekawiła się jeszcze bardziej. Wytłumaczyłam Jej, że służą do wróżenia. Jej twarz rozpogodziła się i powiedziała, że kiedyś też wróżyła sobie z koleżanką na temat szkoły. Zapytała czy jestem prawdziwą wróżką i czy mogę Jej powróżyć. Odpowiedziałam, że nie jestem wróżką z bajki, ale że tak, że jestem prawdziwa.

Zapytałam co chciałaby wiedzieć. Pomyślała chwilę i odparła, że ma tylko jedno pytanie: czy Jej Rodzeństwo będzie szczęśliwe i urośnie. Zawahałam się, bo nie stawiam Kart tak młodym osobom. Tym bardziej Kart Tarota. Poszłam po inne karty. Kwiatowe, które są bardzo lekkie pod względem energetycznym i raczej używam ich do medytacji i relaksu niż przepowiadania przyszłości. Ok, zobaczymy jaka będzie odpowiedź.

Karty okazały się łaskawe. Jej Rodzeństwo i Ona sama będą szczęśliwi, a Dzieci szybko urosną. Była trochę sceptyczna, ale ucieszyła się. Spytałam czy jest głodna i czy lubi zupę. Przystała na zaproszenie i nadmieniła , że Jej Rodzeństwo też lubi. Gdy zjadła nalałam zupy w słoik, aby mogła zanieść do Domu, dorzuciłam jeszcze kilka produktów. Była nadal poważna, ale Jej brązowe oczy nabrały blasku i radości. Odchodząc podziękowała i zapytała czy może czasami wpaść do mnie. Odparłam, że jak najbardziej tak. Nie przyszła nigdy więcej.

 

Po jakimś Czasie spotkałam Ją na ulicy. Ucieszyła się i powiedziała, że właśnie się przeprowadzają i że Ona już się nie boi. Czego się nie boisz?- spytałam. „Nie boję się Żyć”. Ośmioletnia dziewczynka…..Było to ponad 20 lat temu, ciekawa jestem co u Niej słychać. Ty też możesz zacząć Żyć!

 

Na Magicznej Linii będę dostępna tel. 708 788 222.

Pozdrawiam ciepło!

Wasza Agga Soyala

Tags: No tags

8 komentarzy

Skomentuj EDUSIA Anuluj pisanie odpowiedzi

Your email address will not be published. Required fields are marked *