IMG_8677

Z cyklu Agga Soyala „I jak tu jeździć pociągiem”

 Z cyklu Agga Soyala „I jak tu jeździć pociągiem”

 

I znowu napiszę o podróży pociągiem, aczkolwiek jest to historia zupełnie inna i chyba niespotykana. Wsiadam ze znajomą do pociągu, udało mi się kupić bilet w tym samym przedziale co Ona chociaż myślałam że to niemożliwe. Wchodzę do przedziału a wraz z Nami jeszcze jedna Pani.

 

W przedziale siedziała już jedna młoda dziewczyna. Długie czarne włosy opadały na Jej ładną twarz. Oczy spod zalotnych rzęs zerknęły na nas i dalej skierowały się ku ekranowi telefonu. Ubrana była w czarne skórzane spodnie i mimo przeszywającego zimna była na krótki rękaw. Za nią wisiała kurtka i futerko. Piękny tatuaż zdobił Jej rękę. Usiadłam naprzeciwko Niej chociaż miejsce miałam zupełnie inne, ale nie lubię siedzieć tyłem do jazdy pociągu. Dziewczyna jechała do Poznania.

 

Przyszła konduktorka, poprosiła o bilety. Dziewczyna miała bilet na telefonie. Niestety nie mogła znaleźć w wielkiej torbie dowodu osobistego. Szukała i szukała i nic. Ponownie przyszła konduktorka już trochę wkurzona, ponieważ dziewczyna ogólnie nie miała przy sobie nawet portfela. Kazała poszukać Jej chociaż jakieś zdjęcie na telefonie, aby sprawdzić czy dziewczyna jest dziewczyną. Jechaliśmy dalej.

 

Dziewczyna powiedziała, że jedzie ze swoim kotem. Jest młody bo ma roczek. Faktycznie wychylił głowę na chwilę zza siedzenia. Był na niebieskiej smyczy. Dziewczyna powiedziała, że Coco tak miał na imię kot, zawsze tak z Nią podróżuje i to już trzeci raz.

Poszłam ze znajomą do Warsu na latte. Siedziałyśmy tam dość długo i minęłyśmy też Poznań. Wracamy do przedziału a tam dziewczyna nadal jedzie, a miała wysiąść właśnie w Poznaniu. Dosiadł się też jeden Anglik w okularach. Patrzę, a tu siedzenie środkowe bez siedziska. Zdemontowane i leży pod oknem. Dziewczyna przeprasza, że nie można usiąść, ponieważ swoją kurtkę i torbę kota położyła na Nasze siedzenia. Myślę sobie ok, zapowiada się ciekawie. Przełożyłam torbę i kurtkę na półkę i wygodnie się rozsiadłam.

 

Dziewczyna wstała i uklękła przed swoim siedzeniem. Zaczęła podenerwowana opowiadać, że miała wysiąść w Poznaniu, ale Jej kot utknął za Jej siedzeniem i nie chce wyjść, nawet Anglik to potwierdził kiwając głową. Przyszła inna Pani konduktor w miniówce. Potem Pan konduktor. Jedna Pani z Warsu, a potem Pan z Warsu. Stwierdziliśmy, że aby wydostać kota trzeba rozwalić siedzenie. Pani konduktorka w miniówie bardzo starała się pomóc. Przyniosła nawet swój podręczny zestaw śrubokrętów, ale okazało się że imbusa nie ma. Pan konduktor starał się rozkręcić fotel nożem ale i to nie pomogło, bo jest nabita pod spodem decha i wszystko przyspawane i koniec.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Pan z Warsu przyniósł tłuczek do mięsa, aby wybić śrubę imbusową, ale ta ani drgnie. Dziewczyna przejęła inicjatywę i zaczęła walić młotkiem w śrubę klęcząc na kolanach. Nic to nie pomogło. Podróżujący z pobliskich przedziałów zaczęli nieśmiało się dopytywać o co chodzi. Następnie Pani konduktor w miniówie i Pan konduktor, zaczęli szarpać oparcie siedzenia, bo gdyby udało się je odchylić to można by wyciągnąć kota, który chciał jeździć koleją i się zaklinował. Niestety nie dali rady.

 

Anglik z wypiekami na twarzy podziwiał piękne nogi Pani konduktor i zgrabną pupę dziewczyny. Co chwilę nerwowym ruchem poprawiał okulary, chyba po to aby upewnić się, że to nie sen. Pewnie pomyślał, że podróże Polskimi pociągami wcale nie są nudne. Pociąg zbliżał się do granicy Polski z Niemcami. Pozostała tylko godzina na wyciągnięcie kota, ponieważ dziewczyna nie mogła przekroczyć granicy bez dokumentów. Nie mogła być skontrolowana przez Niemieckich konduktorów, bo nie miała biletu ani dowodu osobistego. Mogła zostać aresztowana. Często na granicy jest też kontrola straży granicznej. Było to zbyt duże ryzyko.

 

Dziewczyna ustaliła, że zostawi kota i będzie czekała w Rzepinie, aż pociąg będzie wracał z Berlina, a w tym czasie załoga Warsu zaopiekuje się nim oraz uwolni wraz z niemieckimi konduktorami. Średnio dobry pomysł pomyślałam, ponieważ Niemiecka załoga na pewno nie będzie chciała niszczyć siedzenia, a tym samym mienia Polskiego, więc kot był skazany na siedzenie tam. Dziewczyna poszła jeszcze raz wszystko ustalić z załogą Warsu.

 

Ja w tym czasie wstałam, przyjrzałam się, skoncentrowałam i złapałam za oparcie siedzenia. Poprosiłam Panią siedzącą przy oknie i Anglika, aby razem szarpnęli oparcie. Popatrzyli na mnie dziwnie, ale spróbowali. I jest!!! Udało się! Oparcie puściło śrubę i można było uratować uwięzionego kota. Szybko wsadziliśmy go do jego torby. Gdy dziewczyna przyszła była w szoku. Mówiła, że jak to możliwe, że to są czary. Łzy stanęły Jej w oczach z ulgi i radości. Mogła wysiąść jeszcze przed granicą ze swoją ukochaną Coco.

 

Wiem, że będzie czytała ten post, ponieważ zgodziła się, aby udostępnić Jej zdjęcie. Miała tego dnia niefart, aczkolwiek i bardzo dużo szczęścia. Bardzo sympatyczna młoda osoba z pięknym czarnym kotem. Byłam we właściwym czasie, aby móc pomóc tak jak potrafię….odrobiną Magii 😉

Pozdrawiam dziewczynę bardzo ciepło! Taka, oto historia i jak tu jeździć pociągami 😉

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Na Magicznej linii będę dostępna od godz 12.00

tel 708 788 688 i 708 888 688

Pozdrawiam ciepło Wasza Agga Soyala

Tags: No tags

70 komentarzy

Add a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *